Szukaj
  • najlepsze schronienie przed upałem woda i góry ..polecam
    Zaloguj się żeby polubić, udostępnić i skomentować! 0 0 1
  • Coś od siebie:) Panowie i Panie:

    Dzień był tak samo gorący jak kuchnia, w której otwarto rozgrzany piekarnik by go wystudzić po pieczeniu szarlotki. Słońce bez towarzystwa żadnych obłoków sunęło powoli po niebie. Na podwórku, które nie graniczyło z żadną zabudowaną działką, była tylko ona. Wysokie na kilka metrów leszczyny, gęste i zielone usnuły parawan chroniący ją przed nieproszonymi oczyma. Od strony drogi przysłaniał podwórko pokaźny budynek domu, z tyłu podwórka, w jego głębi znajdował się sad, w kierunku, którego podążała. Ubrana była dość skąpo, co nie dziwiłoby nikogo zważając na skwar lejący się z nieba od wczesnego poranka. Górę okrywał tylko koronkowy jasno mahoniowy stanik a nie w pełni jej pośladki starały się osłonić jeansowe szorty zawisające na biodrach. Dość mocno już opalone jak na początek lata odkryte ciało połyskiwało w promieniach zenitalnego słońca, jak mokra skórka oliwki dopiero co wyjętea z wody. Nęcący widok. Ogród był dość przerzedzony. Tu i ówdzie widać było wykarczowane miejsca po starych jabłoniach bądź gruszach, które królowały w sadzie. W centralnym miejscu tego swoistego owocowego raju znajdowała się mała altanka składająca się tylko z drewnianych podpór trzymających zadaszenie bez żadnych ścianek czy ratanowych plecionek. Tam rozłożone było posłanie przykryte kocem, mały bardzo niski stolik stylizowany na chiński z bambusowych elementów. Kobieta położyła się na posłaniu z nogami zgiętymi w kolanach. Spod niewielkiego stolika wydobyła niedużą książkę z kolorową okładką i zaczęła ją czytać. Po dłuższej trwającej w całkowitej ciszy chwili jedną ręką odpięła guzik u skąpych spodenek i nie spiesząc się centymetr po centymetrze zaczęła zdejmować je sobie z pośladków.
    Obserwowałem to wszystko z najwyższego punktu, jaki mogłem sobie wynaleźć. Mniej więcej po środku odległości od budynku do sadu ponad leszczyny wystawały słupy energetyczne, których zniszczone elementy miałem za zadanie wymienić. Nieświadoma niewiasta, której widok, spacerującej po podwórku zadowalał już każdego mężczyznę, robiła całkowicie nieświadomie kolejny krok w stronę mojego zadowolenia. Czytając nadal książkę zsunęła całkowicie szorty, pod którymi nie widniała żadna bielizna. Moje oczy widziały teraz nie tylko sad owocowy, lecz także słodki ogródek kobiecy. Przestałem teraz całkowicie pracować i patrzałem z zaciekawieniem, co będzie dalej. Jeśli dotąd praca moja w połączeniu z zerkaniem na piękną nieznajomą posuwała się, co nieco do przodu to teraz stała całkowicie a jednocześnie stawało coś jeszcze. Na tej wysokości bez wiatru i w tak bezlitosnym słońcu mimo czapki na głowie pot płynął mi po skroniach i może normalnie zlazłbym już w cień na krótką przerwę i łyk zimnej wody, lecz teraz męski testosteron trzymał mnie tam jak skwarek na kiju przy płomieniach ogniska i nie pozwalał się ruszyć.
    Kobieta czytając delikatnie muskała swoją skórę na brzuchu nie odrywała jednak w ogóle oczu od kart książki, czasem tylko przerzucając stronę. Nogi zgięte w kolanach trzymały się razem. W momencie jednak, gdy zaczęła dotykać nie tylko brzucha, lecz zapuszczała się także o okolicę swojego łona nogi na chwilę rozchylały się falując na boki. Wnioskowałem, że nie była to książka naukowa ani też nudna powieść historyczna, ale niegrzecznej treści romans, bądź coś jeszcze bardziej niegrzecznego. Czułem niezły zamęt w spodniach i pomimo upału długo trzymałem się stopni słupa. Czułem, że ręce mi drętwieją. Miała być to szybka wymiana jednej zniszczonej części i do następnego słupa, tak banalnie szybka robota, że nie założyłem nawet pasa z uprzężą asekuracyjną. Zresztą na dole była miękka nie udeptana ziemia na działce jeszcze nie zabudowanej, porosłej wysokimi najróżniejszymi zielami i kępami bujnej trawy. To dość bezpiecznie wyglądający materac a nie miejski chodnik bądź asfalt. Wpatrywałem się ciągle w rozmarzoną i niegrzeczną nieznajomą. Jej dłonie coraz częściej schodziły poniżej linii pępka. Ale nagle podniosła się. Myślałem, że to już koniec, lecz ona odpięła jedną ręką zapięcie stanika, który sam opadł na posłanie. Teraz widziałem już ją w całej okazałości. No może nie do końca, bo zaczęły przelatywać mi przed oczyma mroczki, czy to ze zmęczenia wzroku starającego się wychwycić z tej odległości jak najwięcej, a może to słońce zagrzało moją głowę do niebezpiecznej temperatury, pomimo ochrony przez czapkę. Twardo zmęczonymi już dłońmi, nieruchomo trwałem na słupie, nie czując już jego betonowej faktury. Coraz częściej przecierałem oczy zdrętwiałą ręką patrząc przez mroczki na piękną Ewę z rajskiego ogrodu.
    Nieznajoma położyła głowę i zawzięcie czytała książkę, drugą dłonią dogadzając sobie coraz to frywolniej. Często kobiece palce zatrzymywały się w okolicy gniazdka rozkoszy a wtedy z podniecenia ciało jej prężyło się i napinało...
    Obudziłem się z niezłym bólem głowy, nade mną klęczała ubrana już w skąpe odzienie, obserwowana przeze mnie wcześniej kobieta. Przykładała mi mokry i zimny kompres na czoło i mówiła do mnie.

    -Nic się Panu nie stało? Był taki jakiś trzask... jakby... jakby coś się połamało...

    Faktycznie upadek z 5 metrów na plastikową skrzynkę narzędziową, której części teraz dopiero poczułem pod sobą, mógł narobić hałasu.

    -Nie... chyba nic... Mogę ruszać nogami i rękoma i poza bólem głowy, nic mi chyba nie jest.
    -Co się stało? Źle się Pan poczuł tam na górze?
    -Nie. Czułem się niezwykle dobrze... (wyrwało mi się, lecz od razu sfolgowałem) ...lecz to piekielne słońce.... Tak! To te piekielne słońce i ta długo trwająca praca bez krzty cienia mogły sprawić, że przegrzałem się i straciłem na chwilę świadomość.
    -Proszę usiąść! Powiedziała. Przyniosę coś zimnego do picia.

    I znikła za żywopłotem z gęstych leszczyn. Podniosłem się i stanąłem na nogi. Spoglądałem w kierunku domu, gdzie się chyba udała. Za chwilę wyłoniła się z za budynku niosąc szklankę i małą butelkę na tacy. W połowie dystansu, jaki musiała pokonać, spojrzała w górę na szczyt słupa, z którego spadłem a potem w stronę sadu i altany. Wiedziałem, co to oznaczało. Domyśliła się, że mogłem widzieć jej poczynania i poczułem się nagle jakbym był uczniakiem, który stoi przed drzwiami dyrektora i będzie musiał się wytłumaczyć z czegoś co przeskrobał.

    -Proszę! Powiedziała
    -Dziękuję, nie trzeba było. Ale miło z Pani strony. Grałem na zwłokę, bojąc się, co powie.
    -Dobrze, że nic Panu nie jest!
    -Faktycznie, mogło skończyć się dużo gorzej. Mogłem założyć uprząż, ale sama Pani wie- rutyna.
    -Nie jestem żadną Panią, mam na imię Ewa - mów do mnie rajska podglądana Ewa.

    Gdy wypowiadała imię zachłysnąłem się wodą, którą mi przyniosła. Ewa kusicielka z rajskiego ogrodu pomyślałem. Ewa widząc, że się dławię wodą szybko poklepała mnie po plecach.

    -Dziękuję raz jeszcze! To drugi raz dziś mi Pani.. to znaczy Ewo pomagasz-ratujesz życie. Jestem Adam. Czy to nie dziwny zbieg okoliczności? I tu ugryzłem się w język – Adam i Ewa.
    -Jaki zbieg okoliczności? Zapytała.
    -A nic tak tylko bredzę. Chodzi mi o fakt, że akurat byłaś gdzieś blisko i usłyszałaś, że spadłem.
    -Dość to faktycznie niespotykany zbieg okoliczności. Od kiedy tu mieszkami nie widziałam w pobliżu żadnego człowieka. No chyba tylko przejeżdżającego drogą przed domem.
    Uspokoiłem się, pomyślałem, że jednak nie domyśliła się, że mogłem widzieć z mojego słupa, co robiła .
    -Porozmawiajmy o twojej niebezpiecznej pracy. Często spadasz tak jak dzisiaj?
    -Dziś był mój pierwszy raz.
    -No to dziś straciłeś dziewictwo! Zaśmiała się i przygryzła delikatnie wargę.
    -Można by tak powiedzieć.

    Poczułem zimny dreszcz, który przebiegł mi po plecach. Taki z tych przyjemnych i nie wiadomo skąd się biorących.

    -Z takiej wysokości musisz mieć Adamie ciekawe widoki, co?
    Kolejny dreszczyk poprawił mi krążenie na plecach i nie tylko.
    -Czasem można poobserwować z daleka osobliwości natury, gniazdka na wierzchołkach drzew. Po za tym z tej perspektywy wszystko wygląda inaczej.
    -Ale raczej naga kobieta pośrodku sadu nie wygląda inaczej jak z bliska, co?
    -...naga kobieta, w sadzie? Co mogłaby tam robić?
    Zmieszany unikałem odpowiedzi na zadane pytanie.
    -Nie udawaj. Powiedziała z uśmiechem. Z tego miejsca dobry miałeś widok na mnie i moją altanę.

    Nic nie odpowiedziałem tylko patrzałem prosto w jej oczy bez żadnej oznaki zdradzającej, że to wszystko, co mówi to prawda.

    -Przyznaj, że siedziałeś tam tak długo obserwując, że słońce zwaliło cię z nóg! Powiedziała nadal z uśmiechem. Chodź do mojego sadu. Pokażę ci, co czytałam, bo tego na pewno nie widziałeś z tej odległości.

    Ruszyłem za nią zostawiając swoje rzeczy. Czułem, że może być ciekawie. Chciałem też wiedzieć, co czytała, że wywarło to na nią taki efekt. Idąc z tyłu jak to facet, oczy miałem wlepione w jej tyłek. Było na co popatrzeć. Dotarliśmy do altany. Wskazała ręką żebym usiadł. Usiadła blisko mnie stykając się swoją nogą z moją. Było to całkiem przyjemne, w szczególności, że nie miałem dziś długich spodni, lecz wojskowe do kolan spodenki. Jej gładka kobieca skóra nęciła zmysły dotykając mojej.

    -To Harlekin, jeśli kojarzysz. Erotyczne wydawnictwo dla kobiet. Na tym odludziu trzeba jakoś spędzić przyjemnie dzień. A nie ma za wiele wyboru.

    I złapała mnie za udo w okolicy krocza delikatnie uśmiechając się do mnie uwodzicielsko. Wiedziałem, że teraz już nie będzie to grzeczna rozmowa.
    Zwróciłem się ku niej. Ona objęła mnie drugą ręką i zaczęliśmy całować się namiętnie. Czegoś takiego nie przeżyłem jeszcze i cały bieg sprawy był dla mnie czymś nowym, niespotykanym i pochodzącym ze snów. Jej język był figlarny i nie próżnował. Dłonie zrzuciły ze mnie koszulę, która jako jedyna chroniła górną część ciała. Dłonie delikatne, aksamitne zręczne i nad wyraz kobiece wędrowały po moim torsie i po plecach. Nadal całując się pochyliła mnie na posłanie i położyła na nim. Tym samym zwinnym ruchem co wcześniej zrzuciła stanik. Ja nie próżnując odpiąłem jedyny guzik u jej szortów. Zdjęła je mówiąc:
    –Wszystko już i tak widziałeś, chociaż nie z tak bliska.
    I dalej kontynuowała pocałunek. Była teraz naga. Ja miałem na sobie spodenki i bokserki. Ale pod nimi już na baczność wyprostowany sterczał mój członek. Ewa jedną ręką rozpięła mi spodenki. Po krótkiej chwili na sobie nie miałem już nic, podobnie jak i ona. Pocałunki były gorące i nieustające. Nasze dłonie wędrowały po nie swoich ciałach. Moje pieściły jędrne piersi Ewy, jej wędrowały po moim torcie i plecach, z czasem zapuszczając się i drażniąc anakondę.
    Widząc, że gra wstępna posuwa się naprzód, zawędrowałem palcami do gniazdka i zacząłem je pieścić. Od mojego dotyku Ewka postękiwała delikatnie, a jej reakcja na pieszczoty wzbudzała tylko mocniej moją erekcję. W końcu wśród coraz głośniejszych postękiwań zdecydowanym ruchem usiadła na mnie w kroczu. Kilka ruchów biodrami wystarczyło, by moja szabla wśliznęła się w ciasną szparkę nieznajomej. Powoli ujeżdżała mnie delektując się każdym ruchem. Jej zamknięte oczy i zadowolony wyraz twarzy dodawały mi pewności siebie. Po dość długiej chwili wspaniałego seksu objąłem ją i nie wychodząc ze środka przeturlałem się na górę. Teraz to ja nadawałem tempa naszym doznaniom. Raz głębiej, raz płycej penetrowałem jej delikatną alkowę, sztywnym jak drewno członkiem. Jej doznania były coraz bardziej elektryzujące i częstsze, tak samo jak i moje. Słońce w zenicie świeciło ciągle, gdy my niemal w tych samych momentach dochodziliśmy w spazmach orgazmu. Jedno obok drugiego leżeliśmy jeszcze dłuższą chwilę bez słowa. Odezwała się pierwsza:
    -Powiedz mi teraz, czy wolisz obserwować mnie następnym razem we swojego słupa, czy może swoim drążkiem dogodzić mi z bliska?
    -Bez wątpienia wybieram tę druga ewentualność, chociaż wątpię, czy taka sytuacja będzie mi dana się jeszcze kiedykolwiek powtórzyć.
    -To zależy tylko od ciebie. Czy będąc w okolicy zapukasz do mojego domu, nie widząc mnie w ogrodzie Adamie. Bo przecież kusić mogę cię wszędzie, nie tylko w ogrodzie. Powiedziała z uśmiechem.
    -Myślę, że nie będę się zastanawiał mając możliwość spędzenia tak przyjemnie czasu w pracy...

    W tym samym momencie gdzieś w kieszeni moich spodenek zagrała firmowa komórka.

    -Tak, już kończę, jeszcze tylko jedno miejsce i możecie włączyć prąd. Zadzwonię jak skończę.
    -Widzę, że musisz już iść. Więc cię nie zatrzymuję. Wiesz gdzie można mnie znaleźć. Uciekaj.

    Oddaliłem się szybko wiedząc, że po tym telefonie praca musiała być skończona szybko. Teraz założyłem już uprząż ochronną i zbierając narzędzia z połamanej skrzynki udałem się do następnego punktu. Stamtąd nie widać już było jednak ani Ewy ani jej rajskiego ogrodu...
    Zaloguj się żeby polubić, udostępnić i skomentować! 2 0 1

Nie ma nic do wyświetlenia

Nie ma nic do wyświetlenia

Polecamy